Forum

 
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja 
 Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj  


KURA W SOSIE JIDISH

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> PROZA
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Autor
Plezantrop
Site Admin


Dołączył: 22 Kwi 2008
Posty: 284
Powrót do góry
Wiadomość
PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 5:48 am    Temat postu: KURA W SOSIE JIDISH Odpowiedz z cytatem




KURA W SOSIE JIDISH




PRZEPIS
®

CHANY BRICMAN:


Wymieszać bulion, sos sojowy, mąkę ziemniaczaną, imbir, goździki, cynamon, rodzynki, cukier i pieprz. W dużym rondlu rozgrzać oliwę, dodać cebulę, por, czosnek i marchewkę smażyć przez 4 minuty mieszając, wyłożyć na sito aby obsączyła się z oleju. Do pozostałego na patelni dodać rozdrobnione pieczarki, smażyć w wysokiej temperaturze 4 minuty, wyłożyć na sito. Do rondla dodać porcję kurczaka i szybko go zrumienić, odlać oliwę; dodać płynne składniki potrawy, cebulę, por, seler, pieczarki i groszek. Dusić razem przez kilkanaście minut mieszając. Podawać z ryżem lub innymi ulubionymi dodatkami.




ROZDZIAŁ 1

1
Więc się nareszcie rozpadało i świat nagle się zrobił przytulniejszy.

- I bardziej egzystencjalny, powiedziała Weronika gdy weszła do przedpokoju wstawiając mokrą białą parasolkę w czarno-czerwone cesarskie pingwiny i niebieskie szalenie wesołe kangury, do wielkiej szarej wydrążonej słoniowej nogi z mosiężnym poczerniałym okuciem, pomiędzy te wszystkie inne wesołe kolorowe parasolki, które ukradła przez ostatnie kilka miesięcy nie licząc tych, które zostawiła gdzie popadło a których Charlie nie liczył a może nie pamiętał albo może nawet nie wiedział o ich istnieniu? Może. A zresztą, teraz Charlie miał na głowie inne problemy niż jakieś głupie, zagubione parasolki Weroniki. Jego nabrzmiałym jak czyrak problemem było to, że od wielu dni nie mógł dokończyć zdania, którym chciał zakończyć trzeci rozdział swojej dziewiczej pierwszej powieści a była to powieść o bardzo młodym i bardzo samotnym dobrze zapowiadającym się pisarzu, który pewnego dnia przyjeżdża z prowincjonalnej dziury.


2
Więc pewnego dnia przyjeżdża z prowincjonalnej dziury do wielkiego miasta ubrany jedynie w beżowy, kusy paltocik podszyty wiatrem i szary tweedowy garniturek trzymając w chudej anemicznej dłoni tekturową, lakierowaną brązowo walizkę a mając w kieszeni przysłowiowego dolara i parę drobniaków w niewymienialnym egipskim bilonie, wynajmuje obskurne mieszkanko z klimatyzacją, telefonem i trzema łazienkami w wysoce podejrzanej, starej porosłej mchem i pąklami kamienicy, pełnej Czarnuchów, dziwek, ortodoksyjnych żydów, pijanych Polaków, szalonych Rosjan i wesołych Chińczyków którzy byli bandytami z grubymi jak pytony warkoczami na łysych głowach.


We czwartek kąpie się do czysta, prasuje slipy, zakłada stare sandały z mosiądzu i srebrnej skórki mokasyna, samotnie zjada jarski rosół, krwisty i gruby na milę owczy befsztyk a do tego peruwiańskie ryżowe kartofelki, wszystko to popija lurowatą kawą i wychodzi na miasto samotny jak przysłowiowy pederasta w więzieniu aż tu w szalenie smutnym wesołym miasteczku poznaje dziwną jak zepsute mięso okonia, zwariowaną dziewczynę o niespotykanym nigdzie indziej potwornym imieniu Weronika, która kradnie parasolki w lokalach publicznych, pali marihuanę i sypia z kim popadnie a na co dzień jest etatowym clownem z kulistym, czerwonym jak krew nosem clowna, występuje nago ale w wielkich kaloszach farmera pod namiotem z szaro-zielonego brezentu.

Jak się później okazało, ta „weronika” jest do tego wszystkiego wesołą monstrualną lesbijką, która czytuje Christophera Marlowe „Dido, królowa Kartaginy” albo spędza noce pijąc wódkę z butelki i spoglądając ze schodów przeciwpożarowych na różnych samotnych ludzi idących po swoje przeznaczenia z nożami w plecach, kwiatami w butonierkach, butelkami szampana w kieszeniach wygniecionych prochowców, z fotelami na barkach, ciągnących wózki z dobytkiem na Wschód, idących w konduktach albo manifestacjach antywojennych i propokojowych lub ot, po prostu tam gdzie rosną poziomki i stary niedźwiedź mocno śpi ale gdzie jeszcze (za co Bogu niech będą dzięki!) nie wszystko przeminęło z wiatrem bo tam, gdzie myszy i ludzie w pocie czoła pożywają grona gniewu, wielka nadzieja białych nie wie, komu bije dzwon.


3
Więc w tym nieznośnym, trzecim rozdziale jego bohaterka, którą policja opisuje jako szczupłą, żeby nie powiedzieć - wyżłowato chudą dziewczynę lat około dwudziestu sześciu czyli prawie dojrzałą acz mocno zaburzoną emocjonalnie kobietę o skłonnościach do nimfomanii, kleptomanii i autoagresji (pocięte nadgarstki najlepszym przewodnikiem po krętych bezdrożach jej biografii), jowialnej wesołkowatej bezczelnej patologicznej kłamczuchy a może tylko fantastki, nieposkromionej w swych marzeniach, śniącej na jawie mitomanki z ubogiej drewnianej chatynki gdzieś w Górach Skalistych czy Montany albo Idaho (nawet ona nie miała pewności skąd przyjechała), z takiej maciupkiej drewnianej porośniętej mchem chatynki zagubionej pośród paproci, bimbrowni, grzybów i niedźwiedzi, która pewnego listopadowego wieczora spotyka w metro Człowieka-Szparaga, zakochuje się w nim miłością żarłocznej mamby i postanawia rozpocząć z nim nowe życie pomimo, że Człowiek-Szparag jest nie tylko starszy od niej o sześćdziesiąt siedem lat ale do tego jest ściganym listami gończymi, zbiegłym z celi śmierci skazańcem i nieustraszonym palaczem opium a jego oddech cuchnie dwutlenkiem siarki, starymi poezjami i sierścią Lisów z Bagien a także dwudziestopięciocentowymi czytadłami dla starych, szlachetnie urodzonych panien albo prostytutek i alfonsów z najgorszych ciemnych ulic Meansville czy Estremadury.


4
Więc Charlie miał problem że hej! bo utkwił na tym epizodzie, w którym Weronika rozkłada szeroko nogi przed ośmiocalowym kutasem Człowieka-Szparaga wycelowanym jedynym okiem w jej półślepą pochwę a zdanie owo brzmiało:

„Poczuła stalowy posmak śliny, która ściekała powoli po kącikach jej ust i wtedy Człowiek-Szparag powiedział ochrypłym głosem:
- Teraz zobaczysz Luxemburg, ty bajońska suko!
I wtedy Weronika zrozumiała, że...”


Co zrozumiała Weronika, tego nie potrafił napisać pomimo ogromu starań i tysięcy zgryzionych pestek dyniowych, zmasowanego energicznego onanizmu i co porannych tańców irlandzkich, więc postanowił zapytać Weronikę o to, co ona by zrozumiała będąc na miejscu Weroniki leżącej z szeroko rozrzuconymi nogami a nad nią stałby Człowiek-Szparag odarty z pierwocin romantyzmu i enigmy straszliwą groźbą pokazania jej Luxemburga.
- Niech chwilkę pomyślę - powiedziała Weronika czytając ten właśnie fragment - Niech no tylko chwilkę pomyślę, to na pewno zaraz coś ci wymyślę, Charlie.

5
Zjedli po pszennej bułce z koszerną kiełbasą od starego Ziegla i zapalili po papierosie.
- Po mojemu, to albo Człowiek-Szparag powinien zabić Weronikę tym swoim wielkim kutasem albo ona powinna go udusić udami.
- Oh, nie o to mi chodzi, powiedział Charlie, mnie chodzi o to co byś ty pomyślała w takiej chwili, gdybyś to ty była tą Weroniką.
- Przecież ja jestem tą Weroniką, powiedziała ta Weronika, przecież to moja historia, nie? I to ja ci ją opowiedziałam, nie?
- No, tak. Ale co byś ty pomyślała, gdybyś to ty pomyślała?
- Charlie, ja wtedy pomyślałam, że tak naprawdę to nigdy nie miałam ochoty zobaczyć Luxemburga bo Luxemburg to brzmi jak jakiś słodki wyraz z książeczek dla tych małych księżniczek z państwowych sierocińców, co to mają wytalkowane różowe policzki, pupki i sukienki z koronkami i falbankami a ich tatusiowie wyjeżdżają do Indii i znikają a do nich, tych księżniczek, to przez okno wchodzą takie fikuśne małe małpki i hinduscy pedofile co to rżną je bez litości i żelu dopochwowego na poślizg w te ich małe łyse piczki wszystkie po kolei i na okrągło. Wolałabym zaraz stamtąd zwiać.
- Ojej, wiem, mówiłaś, ale konkretnie: pomyślałaś w tamtej chwili, że...?
- Że jak on mnie popchnie tym walcem drogowym, to ja się jak raz wykrwawię na śmierć i już nigdy nie zobaczę Yoknapatawha, ponownego nadejścia Pana Jezusa ani się nie dowiem, dokąd biegną jakby miały kręćka, te wszystkie maciupkie, oszalałe lemingi, Charlie.
- Ekstra!
Charlie podszedł do maszyny i dopisał:

„Poczuła stalowy posmak śliny która ściekała powoli po kącikach jej ust i wtedy Człowiek-Szparag powiedział ochrypłym głosem:
- Teraz zobaczysz Luxemburg, ty bajońska suko!

I wtedy Weronika zrozumiała, że jak on ją popchnie tym walcem drogowym, to ona się jak raz wykrwawi na śmierć i już nigdy nie zobaczy Yoknapatawha, ponownego nadejścia Pana Jezusa ani się nie dowie, dokąd biegną jakby miały kręćka, te wszystkie maciupkie, oszalałe lemingi”.


[---]

_________________
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email

Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> PROZA Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 
This is a free forum service provided by power-forums.com



FSDark by SkaidonDesigns
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group